Uwielbiam kluskowe potrawy. Szczególnie te z kuchni włoskiej. Spaghetti pod każdą postacią. No i przede wszystkim ravioli. Dzisiaj porwałam się z motyką na słońce i odważyłam się zrobić je sama. Trochę roboty z nimi jest. Ale jak się ma szczere chęci i trochę motywacji, to dla chętnego nic trudnego.
Przygotujcie:
na ciasto – 300g mąki
1jajko całe i 2 żółtka
1 łyżka oliwy z oliwek, ale nasz rodzimy rzepakowy też będzie ok
2-3 łyżki ciepłej wody
na farsz – 200g ricotty ( u pani Małgosi w sklepie nie było, więc kupiłam serek „Capri” z Sierpca, nikt się nie zorientuje )
opakowanie świeżego szpinaku lub 200g mrożonego, ale smaczniej świeżego
50-60g startego parmezanu
sól, pieprz do smaku
na sos – 100-150g masła
świeże listki szałwii albo pół łyżeczki suszonej ( ja wzięłam z torebki-herbatki z Herbapolu, tyz piknie )
świeżo mielony pieprz
Dodatkowo 2-3 łyżki startego parmezanu
Z podanych składników zagniećcie ciasto. Ja oczywiście ułatwiłam sobie pracę przy pomocy ukochanego robota planetarnego. Boższsz, dobrze że go mam, bo pewnie byśmy się stołowali w barze mlecznym. To tak a propos. Ciasto powinno być gładkie i twarde. Zawińcie w torebkę foliową i włóżcie do lodówki, żeby odpoczęło. Wtedy stanie się elastyczne.
Teraz bierzemy się za farsz. Zblanszujcie szpinak, odcedźcie, a jak przestygnie odciśnijcie z nadmiaru wody i drobno posiekajcie. Jeśli macie świeży. Mrożony rozmroźcie i trochę odparujcie na patelni, a trochę odciśnijcie, najlepiej na sitku. Ricottę, z której trzeba odlać płyn połączcie ze szpinakiem, dodajcie parmezan, świeżo zmielony pieprz i ewentualnie trochę soli. Pamiętajcie,że ser jest słony.
A teraz najtrudniejsza, najbardziej pracochłonna czynność. Ciasto trzeba rozwałkować bardzo cienko. Ja zrobiłam to błyskawicznie, bo jakiś czas temu nabyłam maszynkę do wałkowania makaronu.
Uno minuto i placki gotowe.
Ale jestem wredna. Pardones madames. Na połowę ciasta kładziemy łyżeczką farsz, taką kulkę wielkości dużej czereśni, w odległości 4-5 cm.
Przykrywamy drugą połową, a następnie dłonią staramy się wycisnąć nadmiar powietrza. Nożem do pizzy, zwykłym nożem przekrawamy ciasto i sprawdzamy, czy brzegi się zlepiły.
Ja oczywiście posłużyłam się wykrojnikami, które kupiłam razem z maszynką.
Nastawcie wodę do gotowania pierożków, a w międzyczasie przygotujcie sos, albo jak mówi moja Alusia polewkę. Na patelni roztopcie masło. Jeśli posiadacie świeżą szałwię wrzućcie listki i pilnujcie, żeby masło się nie spaliło, ale listki były chrupiące. Dodajcie z pół łyżeczki mielonego pieprzu. Ja niestety nie miałam świeżej, wsypałam na roztopione masło suszoną, pieprz i też było dobrze. Na gotującą, osoloną wodę wrzucajcie ravioli i gotujcie 3-4 minuty od ponownego zagotowania się wody. Łyżką cedzakową wyjmijcie na półmisek, polejcie sosem i posypcie parmezanem.
Jak o tym piszę ślinka mi cieknie, chociaż na obiad objadłam się jak bąk. Bo z tych składników wychodzi 4-5 porcji, a nas w domu troje.
Wasza ufetowana włoską kuchnią
Jola
P.s. Nie wyrzucajcie resztek ciasta. Jeszcze raz zagniećcie, rozwałkujcie i zróbcie makaron. Nie ma to jak domowy
Zostaw komentarz