O wyższości rosołu z kury nad innymi zupami

/ 3 komentarze

20151220_113641

Dzisiaj rano przyjechała moja najmłodsza wnuczka – czteroletnia Maja. Babciu, masz rosołek? Nie, ale już się gotuje. To czemu wczoraj nie ugotowałaś? Jak to, ona przyjeżdża, a nie ma jej ulubionej zupki i chrupniczku (czytaj krupniczku) też nie ma? No i babcia podpadła… Żaden rodzinny obiad nie może się obyć bez tej sztandarowej zupy. No może jeszcze pomidorowa, ale tylko z muszelkami. Inny makaron nie wchodzi w rachubę.

Pomyślicie, co to za problem ugotować rosół? Najprostsza rzecz na świecie.Macie rację,to nic trudnego.Trzeba tylko trochę się przyłożyć, użyć odpowiednich składników, dodać szczyptę serca i celebrować gotowanie.

Prosiła mnie o ten przepis Sandra, bratowa mojej ulubionej synowej. Ona to ma dobrze. Materiał szkoleniowy biega u niej po podwórku. Ładnie uśmiechnie się do teściowej i kurę ma. Bo kura „grzebiąca”, taka prosto od chłopa, najlepsza. Nie ze sklepu, bo niewiadomego pochodzenia i nawet ta niby z ekologicznego chowu nie bardzo do mnie przemawia. Wolę kupić na bazarku. No więc takową wkładamy do dużego garnka, zalewamy wodą i powoli zagotowujemy. Robimy to bez pośpiechu, bo rosół tego nie lubi. Systematycznie zbieramy szumowiny, to znaczy skoagulowane białko (acha, nauczyłam się jak to to się nazywa). Jak już się zagotuje, zmniejszamy ogień. Wrzucamy 2-3 liście laurowe, kilka ziaren ziela angielskiego, kilkanaście pieprzu, kilka grzybów suszonych. Po godzinie dokładamy dużą włoszczyznę, ja jej nie żałuję,bo to ona nadaje zupie charakter. Do tego kawałek włoskiej kapusty, opieczoną cebulę i ostatni magiczny składnik lubczyk. On właśnie sprawia, że rosół ma niezapomniany smak. U mnie w ogrodzie rośnie kilka krzaków. Mrożę go i mam zapas na całą zimę. Teraz można go kupić w supermarketach w doniczkach. Dbajcie o niego, przesadźcie do większej doniczki, a na wiosnę ewentualnie do ogrodu, jeśli takowy posiadacie lub na balkon.

Pod koniec gotowania dodajcie sól do smaku. Ja dodaję jeszcze vegetę. Tak, przyznaję się bez bicia, dodaję vegetę. Nie umiem inaczej dosmaczyć zupy. No taka już jestem mało dbająca o zdrowie. I to by było na tyle. Niech sobie tak pyrka powoli 2-3 godziny, im dłużej tym lepiej. Spróbujcie nastawić rosół w sobotni poranek. Jego zapach będzie się roznosił po całym domu przywołując wspomnienia z dzieciństwa. A jeszcze jak Was dobra myśl napadnie i upieczecie ciasto, to rodzina oszaleje ze szczęścia, a mąż będzie wodził za Wami maślanymi oczami. Czego sobie i Wam życzę.

JolaLiebstöckel

Illustration_Levisticum_officinale0fot. Wikipedia

Follow Jola:

Kobieta, żona, mama, babcia, przyjaciółka, pani psu, emerytka, szalona sześćdziesiątka i od niedawna blogerka. Zapraszam po rady, porady, pomysły i myśli. Jola

Latest posts from

3 Responses

  1. Marta
    | Odpowiedz

    Hmmm… właśnie wypróbowałam przepis i jest cudowny!

  2. Matylda Jasmin
    | Odpowiedz

    Nie wiem, doprawdy, jak rosół można prostym nazwać. Osobiście próbuje od lat, na wielu przepisach, (ba, nawet pod czujnym okiem tych, co potrafią, zrobić) i delikatnie mówiąc g… mi z tego wychodzi. A staram się wielce. Nic bowiem nie ma takiej mocy, jak domowy rosołek. Spróbuję raz jeszcze, z sympatii do rosołu i z sympatii do Pani, Pani Jolu, ugotować to cudo. Jak tylko armagedon poświąteczny i „przedinwentaryzacyjny” się w sklepach zakończyć raczy. Jej, to dopiero w okolicach 10 stycznia i to optymistycznie zakładając, że mróz puści. Polski ewenement, od 24 grudnia do 6-10 stycznia nic nigdzie nie ma świeżego. BO po świętach, bo po Nowym Roku, bo coś tam…. Przy okazji noworocznie pozdrawiam i najlepszości życzę. Matylda

    • Jola
      | Odpowiedz

      Co się odwlecze to nie uciecze. Jak będziesz miała czas to spróbuj, na pewno się uda, pozdrawiam ciepło. Jola

Zostaw komentarz